Skąd się biorą powieści? Z życia doprawionego wyobraźnią. Proces ten jest trochę podobny do powstawania perły.
Życie nieustannie podrzuca nam ziarenka piasku, z którymi jakoś trzeba sobie poradzić.
Aby samego siebie uspokoić, otaczamy je myślami – raz kojącymi („Wszystko będzie dobrze”), to znów się zamartwiamy („Co teraz? Co dalej???”).
Niewygodne ziarenko pokrywa się kolejnymi warstwami „masy perłowej” – aż, ku naszemu zdumieniu, to, co wyjściowo było bolesne, po przepracowaniu okazało się do przeżycia, a wręcz wzmacniające.
Kiedy z własnymi ziarenkami-perłami docieram do tego etapu, zaczynam się zastanawiać, czy historia ich „obrastania” mogłaby pomóc komuś jeszcze poza mną. Jeśli uznaję, że tak, spisuję ją, zmieniając dla niepoznaki część szczegółów.
I tak na przykład cykl „Bądź dobrej myśli” powstał z mojego zachwytu nad przyjaźnią mojej mamy z trzema świetnymi kobietami wówczas 70+, dziś 80+. Ich spotkań, spacerów, wycieczek, rozmów, których echa mama mi relacjonowała.
„Sto lat szczęścia” – to realizacja mojej młodzieńczej fantazji o prowadzeniu pensjonatu.
A po drodze, w poszczególnych zdarzeniach i scenach – jedna za drugą toczą się perełki z ziarenek…

