sto lat szczęścia

Jak powstała powieść „Sto lat szczęścia”?

Pewnego dnia latem 2024 mój mąż i nasz sąsiad zapalili się do pojechania na drugi koniec Polski po unikatowy, lecz niesprawny samochód. W zamyśle mieli go kupić i wziąć na hol – tak przynajmniej przedstawili to mnie i sąsiadce. 

Na miejscu uznali, że to jest tak wspaniałe auto, że na pewno da się nim jechać – i pokonali nim 500 km. Z licznymi przygodami po drodze.

Kiedy się o tym dowiedziałam, włosy stanęły mi dęba, a w głowie zaświtała nieprzyjemna myśl: co by było, gdyby stało im się coś złego?

„Coś złego”… Nawet nie chcemy wymawiać tego słowa. Zaklinamy rzeczywistość, trzymając się od niego z dala: „Niech to mnie nie dotyczy – ani moich bliskich, ani przyjaciół, ani sąsiadów. A kysz!”. 

Jednak pytanie „co by było, gdyby…” wcale mi nie przechodziło.

Na takie przypadki mam jedną wypróbowaną metodę: zacząć pisać.

Mówi się: „wyrzuć to z siebie”. Dla mnie ta porada powinna brzmieć „wypisz to z siebie”. 

I tak zaczęłam pisać „Sto lat szczęścia”. Wyjściowa myśl „co by było, gdyby…” rozrosła się w powieść.

Przewijanie do góry